AktualnościAtrakcje turystyczneHistoria miastaPlan miastaKontakt
szukaj
Miasto i Gmina
Przewodnik petenta
Informator Miejski
Rada Miejska w Trzemesznie
Oświata
Organizacje pozarządowe i kluby sportowe
Dla turysty
Przydatne Informacje
Sport i rekreacja
Dla inwestora i przedsiębiorcy
Podatki i opłaty
Kosynier - informator Gminy Trzemeszno
Projekt DECYDUJMY RAZEM
Ochrona Przeciwpożarowa
Zarządzanie Kryzysowe/Obrona Cywilna
Dziennik Ustaw/Monitor Polski
Administrator strony/autorzy
Materiały sesyjne
   
Subskrypcja
Zapraszamy do korzystania z naszego biuletynu informacyjnego. Prosimy wpisać swój adres e-mail w pole poniżej.
dopisz
Statystyka
Statystyka odwiedzin:
na stronie: 1
w roku: 8870
w miesiącu: 8870
łącznie odwiedzin:
Kosynier przed 1939 rokiem
  

 

Kiedy i w jakich okolicznościach powstał pierwszy Kosynier?

Jak wyglądał przedwojenny Kosynier?

 

Niniejszy tekst został napisany przez redaktora Kazimierza Majewskiego, i zamieszczony w „Kosynierze” z dnia 8 stycznia 1939 roku Nr 4 (56). Rzut oka wstecz, tak nazwał redaktor naczelny swój artykuł, ukazuje trudne początki związane z powstaniem i pierwszym drukiem ówczesnego tygodnika. Przypomina także sytuacje niemiłe, zdarzenia, które wynikać mogły z zazdrości, zawiści, nieprzychylności dla samego redaktora naczelnego, sytuacje, które w niedługim czasie doprowadziły do zamknięcia gazety.

 

Sebastian Uhura

 

 

 

W listopadzie 1937 roku zachorował mój młodszy synek na błonicę. Z powodu tej infekcyjnej choroby miałem „areszt domowy”- innymi słowy nie mogłem spełniać obowiązków zawodowych. Wykorzystując wolny czas, snułem plany, co do przyjęcia Feliksa Nowowiejskiego, którego Imieniem „Koło Śpiewackie” postanowiło się przemianować. Kiedym tak o

Nim myślał, wpadł mi do głowy pomysł by na dzień przyjazdu wydać „Jednodniówkę” z życiorysem Kompozytora, z programem koncertu, historią Trzemeszna i t. p. Uświadomiłem sobie jednak, że jak na „Jednodniówkę” materiału trochę za mało trochę za dużo. I wtedy wpadł mi do głowy nowy pomysł – a mianowicie by w Trzemesznie założyć gazetę. Do tej myśli ogromnie się zapaliłem – i odtąd nie dała mi ona spokoju. Ażeby pomysł skierować na realne tory, udałem się do właściciela drukarni p. Krausego Kazimierza, z którym wykalkulowałem koszta wydawnictwa. Kalkulacja wykazała, że czasopismo regionalne w Trzemesznie się ostoi. Załatwiwszy tą sprawę, porozumiałem się z przedstawicielami miejscowych Władz pp. burm. not.. Szymańskim i wójtem Zawalicz-Mowińskim, którzy dobrą radą wielce byli mi przy realizowaniu mego pomysłu pomocni, za co składam Im z tego miejsca gorące podziękowanie.

 Po załatwieniu formalności z moimi władzami przełożonymi zabrałem się rączo do pracy, by jeszcze przed Gwiazdką pismo się ukazało.

Zbliżył się wreszcie ten dla nas pamiętny dzień, w którym „Kosynier” ujrzał światło dzienne. W drukarni ruch – a mimo to nastrój jakoś dziwnie uroczysty. Z drżeniem serca oczekuję tej chwili, gdy spod maszyny wyjdzie pierwszy egzemplarz naszego pisma. Właść. Drukarni p. Krause zajęty jest właśnie wkładaniem zestawu w maszynę drukarską. Pracownicy porzucili swą pracę i wraz ze mną asystują jak gdyby urodzinom „Kosyniera”. Maszyna puszczona w ruch. P. Krause drżącą ręką wyciąga zadrukowany arkusza my wszyscy, jeden przez drugiego z zaciekawieniem, głowa przy głowie, czytamy to, wspólnym wysiłkiem powstaje pismo. Czytanie jakoś nie bardzo nam idzie, bo jakoś dziwna mgła zasłania nam oczy.

Radosne wzruszenie minęło. Maszyna puszczona w ruch, drukuje następne numery, które za chwilę znajdują się w rękach czytelników.

„Kosynier” ujrzał światełko dzienne. Zasługi to „Komitetu Redakcyjnego” w osobach p. p. not. Szamańskiego, por. rez. Zawilicz – Mowińskiego i mojej. Komitet redakcyjny za kilku posiedzeniach dokładnie obmyślił wszelkie szczegóły związane z naszym pismem i podzielił się żmudną pracą redaktorską. Na tych posiedzeniach namyślaliśmy się także nad nazwą pisma. Padały różne projekty, które jednak nie przyjęły się. Dopiero p. por. rez. Zawalicz – Mowiński wpadł na szczęśliwy pomysł. Przypominał, że przecież Trzemeszno to „Kosynierskie” miasto, a więc pismo nasze dla upamiętnienia tych historycznych i tak zaszczytnych zrywów trzemesznian – niech nosi nazwę „Kosynier”. Tak się też stało.

Okazowych numerów ”Kosyniera” wysłaliśmy kilka tysięcy. Już na trzeci wzgl. Czwarty dzień zgłosili się pierwsi abonenci a z nimi pierwsze pieniądze. Dla upamiętnienia nazwiska pierwszych abonentów podajemy do publicznej wiadomości. Oto one: z Trzemeszna X. prob. Sarniewicz i z najbliższej okolicy p. Józef Cieślak z Kruchowa, a z dalszej p. Stefan Staszewski, mistrz rzeźnicki z Bydgoszczy, który zapłacili abonament za cały rok z góry. Codziennie przychodziły teraz nowe zgłoszenia, dzięki którym „Kosynier” mógł istnieć i się rozwijać.

Przez jednych radośnie, przez drugich ostrożnie, a przez innych nieufnie. Głosów zachęty i uznania było jednak najwięcej. Najwięcej to właśnie dawało mi podnietę w pracy i pewność, że dzieło przezemnie stworzone ma rację bytu.

Rozpoczęła się też ciężka praca redaktorska najeżona rozmaitymi przeciwnościami, dosyć skutecznie pokonywanemi.

Znaleźli się chętni współpracownicy z p. p. Maciejewskim Bogdanem, Borowskim Mieczysławem i Zielińskiem Feliksem z Lubinia na czele – pracujących bezinteresownie dla dobra społeczeństwa i sławy naszego Grodu. Za wybitną i całkowicie bezinteresowną współpracę składam wymienionym Panom gorące i szczere podziękowania.

„Kosynier” dobił szczęśliwie do pierwszej rocznicy swego istnienia. Dobił szczęśliwie, tak istotnie powiedzieć trzeba, bo pismo nasze, zdane całkowicie na barki małej grupy osób, musiało się rzeczywiście przebijać, niestety, wśród obojętności pewnej części miejscowego społeczeństwa, która nie może czy nie chce zrozumieć naszych czystych intencji.

Moje stanowisko redaktora jest czasami nie do pozazdroszczenia. By „Kosynier” mógł istnieć muszę siłą faktu być typową „Mädchen für alles”. Redaktor, reporter, kolporter, akwizytor i t. d. to istne plagi, które jakoś szczęśliwie i z powodzeniem znoszę.

A i z czytelnikami to nie łatwa sprawa. Kiedyś miałem wypadek, że z jednym z czytelników miałem małe starcie słowne. To przecież ludzkie i wszędzie się zdarza (…). Wszystko to razem wzięte, trochę boli, ale tylko boli – nie zahamuje jednak entuzjazmu, któremu „Kosynier” zawdzięcza swe powstanie.(…)

 W pierwszą rocznicę swego istnienia „Kosynier” spokojnie patrzy na swoją przeszłość – zrobił to, co do niego należało. W drugi rok swego istnienia wchodzi z niemniejszym zapasem entuzjazmu i z dobrą nadzieją na przyszłość.

 

Majewski Kazimierz

 

 

 

 
«« wstecz
drukuj wyślij ten link
  



Mapa
Galeria
Panorama


Pobierz JAVAPobierz JAVA
Warto zobaczyć
Kosynier
Urząd Wojewódzki w Poznaniu
Urząd Marszałkowski Woj. Wielkopolskiego
Starostwo Powiatowe w Gnieźnie
Środowiskowy Dom Samopomocy w Trzemesznie
Narodowe Siły Rezerwowe

 
 



© Urząd Miasta i Gminy Trzemeszno  | design and hosting